Przypomnij sobie jak to kiedyś byłaś mała. Czy Twoje dzieciństwo było kolorowe? Czy było pełne zabawek? Czy potrafiłaś znaleźć sobie sama jakieś zajecie, które zajęło Cię na dłuższą chwilkę?

Kiedy ja wracam do tamtych chwil, moje dzieciństwo nie było nudne. Było ekscytujące, pełne inspiracji. Jako najmłodsza z sióstr podobno miałam najwięcej zabawek, no cóż urodziłam się w lepszych czasach. Jednak zależy mi aby zwrócić Wam na coś uwagę.

To, że miałam ich więcej niż starsze siostry nie oznacza że ginełam w zabawkach jak bywa to w dzisiejszych czasach w wielu domach. I żeby nie było, że się przemądrzam. W moim domu też tak było kiedy urodził się mój pierwszy syn. Każdy kto do nas przychodził, przynosił ze sobą zabawkę. Przecież chciał sprawdzić miłą niespodziankę i to jest naprawdę fajne. Nie miał złych intencji. Jednak do sedna sprawy.

Zastanówmy się wspólnie nad pewną kwestią. Zabawki są piękne, kolorowe, są edukacyjne, są też takie które pomagają się rozwijać dzieciom nawet językowo. Jednak czy nasze dzieci potrzebują ich aż tyle, że w pokoju pojawia się bałagan gdy wszystkie dzieci bawią się wspólnie. Bo przecież każde nasze ukochane maleństwo koniecznie musi mieć swoje własne zabawki. Najlepiej jeszcze żeby każdy miał ich po kilkanaście. O! to wtedy jest ekstra, bo mamusia przecież kocha swoje dzieci i obdarza każdego czymś ciekawym będąc na jakimś wyjeździe, czy nawet o zgrozo będąc na zakupach.

-Nie przyjdę przecież do dzieci bez niczego.

To samo dzieje się kiedy tatuś wraca z pracy w delegacji, albo wtedy kiedy jakaś ciotka wraca z zagranicy.

-Koniecznie muszę im coś kupić.

Zazwyczaj pada pomysł, że zabawki ich ucieszą. Kolejna sprawa, jest odpust, a to babcia kupi coś wnukom a jakże by nie. No i tworzy się nam w domu sklep z zabawkami.

Jak już wpomniałam kiedy mój pierwszy syn przyszedł na świat miał już mase zabaweczek, gryzaczków, maskoteczek. Im był starszy tym zabawek przybywało. Ja jako młoda matka, nieświadoma co mnie jeszcze czeka cieszyłam się każdą jedną razem z nim i tak żyliśmy sobie w błogim zabawkowym sklepie.

Mój pierworodny był jednak chłopcem, który umiał poskładać grzecznie za sobą więc nie widziałam w tym problemu. Wszystko zawsze lądowało na półeczkach lub w koszykach. Extra!

Zabawki były tak zadbane, że jak już z nich wyrastał, to chowałam do piwnicy mówiąc, że na następne. No serio, planowałam kolejne dzieci 🙂

Po 5 latach urodził mi się kolejny syn więc cieszyłam się, że nie trzeba nam nic kupować bo ma po starszym braciszku. Wszystko byłoby ok, gdyby nie to że każdy przynosił koniecznie coś dla dzidziusia, a potem dla roczniaka, dwulatka aż w końcu zauważyłam, że mój drugi syn no niestety nie należy do tych co chętnie sprząta za sobą zabawki.

Nagle po zabawie wszystko było wszędzie. Miałam istny misz masz zabawkowy. Nie ogarniałam, słuchałam rad aby wynieść do piwnicy część i wyciągać co jakiś czas by dziecko było zainteresowane. No niestety u nas się to nie sprawdza. Michał uwielbia wszystko rozsypać a potem zostawić. W pewnym momencie zauważyłam jedną minimalną rzecz, która mnie nagle olśniła. A że pierworodny już jest na tyle duży, że rzadko się bawi zabawkami, jak już coś to piłkę kopie bądź bawi się klockami to było dla mnie jasne co zrobię.

Zdecydowałam się na minimalizm zabawkowy.

Po prostu zostawiam tylko te zabawki którymi się bawią. Czyli klocki LEGO DUPLO, misie pluszowe te najulubieńsze, autka Hot Wheels, Tor i piłeczki.

Ostatnio też zdecydowałam się na minimalizm w książeczkach i to był świetny pomysł, dlatego że akurat w tej kwestii mogę się teraz sama wyżyć i na długie jesienne wieczory uzupełnić im nowościami półeczki.

Jednak jeszcze nie jest idealnie u nas bo okazało się, że na strychu po przeprowadzce zalegają jeszcze zabawki i ktoś kochany je zniósł (czyt. mój mąż) i się zaczęło od nowa.

Dlatego mój cel na kolejne dni: pozbędę się tego czym się nie bawią.

Beż żalu oddam innym, zepsute wyrzuce. Nie chce by moje dzieci żyły w bałaganie zabawkowym bo to do niczego nie prowadzi. A no, nie – prowadzi do tego że zabija się w nich kreatywność którą my mieliśmy jako dzieci. Przypomnij sobie czym się bawiłaś? Ja np kamykami, liścmi, pudełkami kartonowymi które brałyśmy ze sklepu i tworzyłyśmy sklep warzywny. To była extra zabawa.

Grało się w klasy narysowane kawałkiem cegły, bawiło się w ciepło zimno chowając papierka po cukierku. A dziś co nasze dzieci robią? Muszą mieć kolorową krede koniecznie z atestem żeby pomalować po kawałku betonu, by po chwili powiedzieć nudzi mi się. Jak pada deszcz to już nie mają co robić. Żadne zabawki nie zadawalają, jakieś takie mało atrakcyjne. Nie potrafią wymyśleć czegoś z niczego. Nie znajome?

Wiem, że każda z nas kocha swoje dzieci i robi dla nich wszystko co najlepsze. Dlatego spróbujmy ograniczyć ilość zabawek do minimum, a nauczmy w zamian dzieci kreatywności. Już niedługo podam Wam listę zabaw na długie jesienne wieczory.

Koniecznie daj znać w komentarzu jak to jest u Was, to dla mnie ważne że zostawisz po sobie ślad abym wiedziała czy to co robię ma sens. Dziękuje 🙂

One thought on “”

  1. U mnie jest jeszczse inaczej. O ile Michał (9lat) już nie bawi się zabawkami- jedynie klocki albo ma na półkach jakieś modele aut, tak Mikenka (4,5roku) ma zabawek od groma. Część też odziedziczyła po innych dzieciach z rodziny. I mimo że ma ich tak wiele to bawi się nimi wszystkimi , oczywiście na zmianę. Jeśli chodzi o porządek to akurat tu różnie z tym bywa. Raz sprząta, raz nie i trzeba upominac lub pomoc. Ale mały sklep zabawkowy jest. Staram się fajnie przechowywać te zabawki w różnych organizerach żeby nie dostać oczopląsu. Ale jak zmniejszyć ich ilość – nie wiem. Jedynie zepsute ida do wyrzucenia lub takie z których po prostu wyrosła. Reszta ciągle w obrocie a wciąż przybywa nowych, o zgrozo! Przy dziewczynkach to jest dopiero misz masz zabawkowy. Lalki, misie, koniki, pieski klocki, domki, kuchnia, sklep , wózki, kołyski etc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *